Liga LASU – wydarzenia 11 kolejki w dwóch aktach

Pierwsza runda rozgrywek Ligi LAS za nami. Oczywiście w kolejce nr 11 nie brakło zaskakujących rozstrzygnięć i dosłownie do ostatniego meczu nie znaliśmy końcowego kształtu tabeli, oraz składów poszczególnych grup, na jakie zostanie finalnie podzielona tabela po tej części sezonu. Dramaturgię tą zafundowali nam w szczególności gracze Januszy, Uklejny i Buzdyganów, wraz ze swoimi rywalami boiskowymi z 11 kolejki, bowiem właśnie te trzy ekipy walczyły o ostatnie dwa miejsca w grupie walczącej o miejsca 1-6 w sezonie 2019/2020. Jak przebiegała ta rywalizacja? To warte przypomnienia raz jeszcze, ale może zamiast pisać same suche fakty, oddajmy głos pewnemu nieznanemu szerszemu gronu autorowi, który w swojej dramie pt. „Liga LASU – wydarzenia 11 kolejki w dwóch aktach”, ujął w kilku słowach wydarzenia minionego tygodnia. Zapraszamy do lektury 🙂

Rzecz dzieje się w przedostatnim tygodniu stycznia roku 2020. W lidze LASu mamy wtedy ostatnią kolejkę spotkań pierwszej rundy, po której poznamy mistrza rundy jesiennej, oraz składy poszczególnych grup, w których przyjdzie rywalizować myślenickim siatkarskim ligowcom-amatorom, w drugiej części sezonu. Każda z ekip marzyła o zajęciu jednego z sześciu pierwszych miejsc w tabeli, bowiem to uprawniało do walki o tytuł mistrzowski w sezonie 2019/2020 i konfrontację z najlepszymi ligowymi ekipami z naszego regionu na wiosnę roku 2020. Przed ostatnią kolejką mięliśmy dwie główne niewiadome. Pierwszą było kto zasiądzie na fotelu lidera po tym etapie rozgrywek (to tego miana kandydowały trzy ekipy, które w tabeli dzielił punkt: Lidersi, SMMK, Serio?). Drugą niewiadomą było, kto uzupełni skład pierwszej grupy, która będzie walczyła o miejsca 1-6 na koniec sezonu 2019/2020. O dwa wolne miejsca ubiegały się trzy drużyny: Uklejna, Buzdygany, Janusze.

Akt.1

– wtorek 19.30

Sytuacja w tabeli na tą godzinę wygląda tak: 5.Uklejna pkt.17, 6. Buzdygany pkt.17, 7 Janusze pkt.16, tyle że Janusze mają jeden mecz rozegrany mniej (z Drinkami z 10 kolejki). O 19.30 rozpoczyna się spotkanie pomiędzy  Uklejną i Januszami. Plan TKKFu? – Trzeba wygrać i to za trzy punkty, aby oddalić widmo tego, że dość że przeskoczą nas w tabeli Janusze, to jeszcze trzeba będzie myśleć co zrobią Buzdygany w swoim meczu z zajmującymi 9 miejsce Orłami z Naprawy. Plan Januszy? Żeby choć wpadły dwa sety, bo nawet taka porażka daje nadzieję, że wygrywając zaległy mecz z Drink Team mamy szansę zostać w pierwszej szóstce ligi. Pierwszy set dla Januszy. W szeregach TKKFu konsternacja, ale to jeszcze nic złego, bowiem można jeszcze wygrać 3:1. Mobilizacja i gramy swoje, bo przecież umiemy! Pełna kadra, możliwość wyboru zawodników do realizacji planu „Zwycięstwo” jest – zatem do dzieła by się chciało rzec. Set drugi dla Januszy. W szeregach TKKFu żałoba, ból i rozpacz. U Januszy radość, bo przecież nękani kłopotami kadrowymi, o mało co by w ogóle do tego meczu nie przystąpili. Teraz trzeba wygrać Uklejno, aby wygrać jednak ten mecz, bo trzeba mieć nadzieje, że może Orły dadzą popalić jutro Buzdyganom, albo że Janusze jakimś cudem stracą punkty z Drinkami w zaległym spotkaniu. Set trzeci dla TKKFu. Nadzieja jest, choć tyle niewiadomych i żądań cudów w meczach Buzdyganów i Januszy, że szkoda gadać. Set czwarty dla Januszy. W obozie Uklejny tragedia, konsternacja,  masakra i wszystko co tylko najgorsze. „Mieć wszystko na wyciągniecie ręki i tak spitolić” – chyba takie myśli krążyły po głowach graczy Uklejny po ostatnim gwizdku sędziego. Teraz został jeszcze cień nadziei, że może choć to szóste miejsce nam się dostanie, bo wystarczy że Buzdygany przegrają 3:1 z Orłami… (jeżeli ktoś popatrzył w tym momencie na tabelę po 10 kolejce, to widział, że to chyba tylko zdesperowani i niepoprawni optymiści mieli nadzieję na takie rozstrzygniecie). Ale dopóki piłka nad siatką…

– środa 20.00

Orły rozpoczynają mecz z Buzdyganami. W pierwszym secie sytuacja będąca odzwierciedleniem pozycji jakie obydwie drużyny zajmują w tabeli, czyli szybko, krótko i na temat – Buzdygany wygrywają do 13 z Orłami. Widać roześmiane twarze w zespole Roberta, sędzia też chyba przekonany, że zdąży na „Panoramę” wrócić do Myślenic. Set drugi dla Orłów. Niby nic się nie dzieje, bo spokojnie Maczugom wystarczy wygrać jeszcze tylko jednego seta, aby być szczęśliwym posiadaczem miejsca nr 6 w tabeli ligi po tej kolejce. Mobilizacja w zespole Roberta, kilka groźnych, ale i takich ojcowskich spojrzeń rzuconych przez kapitana na swą gromadkę i już Maczugi gotowe, aby wyjść i zrealizować co najmniej plan minimum. Orły? Uśmiechnięci, bo przecież wygrali właśnie seta z faworytem, a ich gra zaczyna naprawdę nieźle wyglądać. Bo przecież znowu grają coś takiego, jak w pierwszym ligowym meczu z Ryśkami -nie jest źle, a momentami naprawdę dobrze. Hmmm, z Ryśkami był wtedy punkt, zatem może i teraz się uda coś ugrać dla siebie – wydaje się takie myśli krążą po głowach graczy z Naprawy. Zobaczymy. Set trzeci dla Orłów. Kapitan Orłów co rusz podskakuje rozanielony. W szeregach gospodarzy uśmiechy z lekkich przechodzą do wielkich, a roześmiane miny „Kruszynki”, czy też prześliczne okraszone uśmiechem twarzyczki żeńskiej części tej ekipy dają znać, że po pierwsze „wychodzi nam wszystko”, a po drugie całkiem miło się gra w tą siatkówkę 🙂 . W obozie gości – nerwy, i spojrzenia typu: „motyla noga”, co się dzieje? Set czwarty robi się setem „o wszystko” dla gości, a „o dużo” dla gospodarzy. Na forum kapitanów, gdy przekazywany wynik meczu dociera do kapitana Uklejny, ten zapewne nie jeden „paciorek” zmówił, bo może jednak był grzeczny w tym roku i Mikołaj spóźniony, ale przyjdzie i przyniesie jako prezent ten awans do czołowej szóstki ligowej? Może jednak byłem grzeczny….- myśli Mateusz i w pamięci przypomina sobie swoje małe grzeszki z całego minionego roku. W Naprawie mecz trwa dalej. Sędzia Jacek gwiżdże na pierwszą zagrywkę w czwartym secie (pełen trwogi bo klątwa pięciu setów …) i jedziemy. Tym razem z Robertem w składzie wychodzą Buzdygany – wszystkie karty odkryte, wszystkie siły rzucone na parkiet – nadzieja w kapitanie! Cała czwarta partia taka rzekłbym remisowa, choć Orły odskakują na dwa – trzy punkty w toku tej partii. Jednak im bliżej końca tego seta, tym pewniej grające Buzdygany (min. dzięki agresywnym kiwkom Roberta) dochodzą gospodarzy i mamy remis 22:22. Buzdygany chyba wróciły! Sędzia już przypomina sobie o ciążącej na nim klątwie piątego seta, Mateusz z Uklejny i cała jego drużyna, wstają z kolan, bo pewnie nawet modlitwy tu już nie pomogą, w szeregach Buzdyganów wraca uśmiech. I piłkę na 23 punkt zdobywają gospodarze, po nieudanej obronie w sumie chyba autowej piłki zaatakowanej przez Kruszynkę. Ale to nic się nie stało – pokrzykuje Robert. Niby tak, ale… kolejna piłka pada znowu łupem gospodarzy. Setowa, ba meczowa dla Orłów!!! Pierwszego meczbola Buzdygany bronią, po błędzie Orłów. Drugi meczbol jednak pada łupem zespołu z Naprawy, którzy w euforii odtańcowują coś na góralską modłę, pomieszanego z „kankanem” i „krakowiakiem” na środku parkietu! Mają trzy punkty zdobyte na silnym przeciwniku (przyznam że zasłużone zwycięstwo – przyp. autora), a to na pewno cieszy gospodarzy i ich kibiców, a pod względem wpływu na morale drużyny, jest wręcz jest bezcenne! A po drugiej stronie siatki – hmmm. Lekko mówiąc smutek i niedowierzanie. Tak przegrać awans do pierwszej szóstki w lidze. To właśnie jest siatkówka i nie jeden faworyt już przegrywał mecze, gdzie na papierze miało być lekko i przyjemnie. Urok tego sportu polega na tym, że w danym dniu, dana ekipa, jest w stanie zagrać mecz, który może już nigdy im tak nie wyjść, ale ten jeden raz, właśnie ten jeden raz wyjdzie arcydzieło i bach mamy niespodziankę, a nawet sensację! Orłom życzymy samych takich arcydzieł w drugiej części sezonu, a Buzdyganom, no cóż. Świat się na tym nie kończy, taki jest sport. Dzisiaj słońce wyszło nad Naprawą ogrzewając swoimi promieniami Uklejnę. A co w obozie TKKFU się wtedy działo? Możemy sobie tylko wyobrazić. Te nerwowe stukania w klawiaturę, gdzie zapewne „telefon nie nadążał za spajaniem przypadkowych liter w sowa, które chciał wykrzyczeć do swoich zawodników z zespołu Mateusz: Mamy to! Gramy w grupie finałowej! Jesteśmy w szóstce! To nie żarty, naprawdę! Jeżeli ktoś zauważył przeciążenia sieci komórkowej ok. godziny 22.00 w środę, to już zna powód tego stanu rzeczy. Mecz środowy Januszy z Drink Teamem zszedł na drugi plan.

Akt.2

O tym kto zajmie fotel lidera na koniec pierwszej rundy, mieliśmy się przekonać po zakończeniu dwóch spotkań, gdzie mecze rozgrywali zajmujący pierwszą i drugą pozycję w tabeli Lidersi i SMMK, oraz po meczu, gdzie trzeci w tabeli gracze Serio? podejmowali zespół zajmujących pozycję nr cztery Ryśków. Sytuacja w tabeli wygląda następująco. 1. Lidersi 27pkt, 2.SMMK 26pkt, 3.Sreio? 26pkt. 4.Ryski 21 pkt.

– wtorek 21.00 Dobczyce

Faworytami spotkania w Dobczycach byli gracze Serio?, które to w tym sezonie jest prawdziwą rewelacją rozgrywek. Zespół dowodzony przez Krzyska wygrał po pieciosetowej walce z mistrzami poprzednich sezonów LASowego grania, czyli Lidersami, a także minimalnie przegrał bo również po pięciu setach z SMM i z dorobkiem 26 punktów, zajmował trzecie miejsce w tabeli (gromadząc ich tyle samo co drugie SMMK). I faktycznie od pierwszego gwizdka tego spotkania ekipą, która chyba lepiej taktycznie i psychicznie przygotowała się do tego spotkania byli gospodarze. Opór Ryśków słabł z akcji na akcję, a dziwne przestoje i taki trochę brak wiary w sukces, oraz we własne poczynania, jaki prezentowali goście, był raz za razem wykorzystywany przez graczy z Dobczyc. Pierwszy set padł łupem Serio?. W drugie partii sędziujący ten mecz Robert również po raz ostatni gwizdnął w tym meczu na korzyść gospodarzy, bo Ci w sumie bez większej historii znowu wygrali tego seta. Nasłuchując zapewne wydarzeń z hali na Zarabiu, gdzie w tym czasie Lidersi grali z SMMK, Serio? zdawało sobie sprawę, ze zwycięstwo za trzy punkty może dać im fotel lidera po tej kolejce, bowiem w Myślenicach walka trwała w najlepsze. Po trzeciej partii Serio? wiedziało już, że będzie co najmniej wiceliderem, bowiem wygrana w tej odsłonie dała im trzy punkty do ligowej tabeli, co pozwalało przeskoczyć jednego z dwójki Lidersi/SMMK w tabeli. Gdy na halę w Dobczycach dotarła informacja o przebiegu meczu w Myślenicach, który rozpoczął się z małym poślizgiem w stosunku do spotkania w Dobczycach), to kwestią czasu było, aż delegacja Serio? zjawi się podglądnąć tą rywalizację i może nawet świętować mistrzostwo wiosny w gościnnych progach hali na Zarabiu.

– wtorek 21.00 Myślenice

Tymczasem w  Myślenicach trwa mecz na który ostrzyli sobie zęby kibice już od dawna.  Lidersi w tym sezonie przegrali tylko raz (właśnie z Serio?), ale ich wydawałoby się najgroźniejszy przeciwnik, był teoretycznie właśnie przed nimi. Mowa tu oczywiście o SMMK, którzy w zeszłym sezonie prawie wydarli Lidersom tytuł mistrzowski, oraz nie pozwolili ekipie Jacka po raz pierwszy zdobyć Pucharu Ligi, ogrywając Lidersów w finale tych rozgrywek. Na słupku sędziowskim niezawodny Maju i zaczynamy. Lepiej w ten mecz wchodzą Lidersi. W tej ekipie funkcjonuje chyba wszystko, każdy element siatkarskiego rzemiosła, a Smykom trudno zdobywa się punkty, a i odskoczyć na kilka oczek wydaje się w tej partii gościom niemożliwym dla nich. I tak z małą przewagą punktową, która pojawiła się gdzieś w połowie pierwszego seta, Lidersi kończą ten set i prowadzą w meczu 1:0. Przed drugą odsłoną każdy z obserwatorów wydaje się zadawać pytanie, czy goście obudzą się z tego letargu, w który popadli od początku meczu i czy w końcu zaczną punktować atakiem, bo to ich chyba największa bolączka w pierwszej partii była. W drugiej odsłonie mamy de facto powtórkę z rozrywki, chciało by się rzec. Lidersi „grają swoje” (Bartek wyprawia jak zawsze cuda w obronie i ataku), a SMMK jakieś takie uśpione się wydaje, tylko czy to sen niedźwiedzia w okresie zimowym, czy znieruchomiała puma, czyhająca na zwierzynę przed jej norą, gotowa do błyskawicznego ataku? Niestety to był miś, bowiem „nieobudzeni” goście, przegrywają tego seta tym razem do 20. Trzecia odsłona tego widowiska zaczyna się od przewagi 6:0, gdy to przy zagrywce Bartka, Smyki nie potrafią, a to raz przyjąć, a to skończyć punktowo ataku, co tylko jest wodą na młyn dobrze grających Lidersów. Jednak przewaga ta uśpiła gospodarzy, bowiem sześć punktów nadwyżki zniknęło tak szybko jak się pojawiło. Od połowy trzeciego seta w SMMK wystąpiło „Przebudzenie mocy”. Wreszcie zaczynają grać w sposób, który znany jest na naszych parkietach, czyli krótko i na temat. Swoista anemia w ataku widoczna w pierwszych dwóch setach zniknęła, a i pojawia się uśmiech na twarzach „Smyków”. Lidersi przybici nico rozwojem sytuacji podrywają się jeszcze do walki, ale to chyba troszkę za późno i trzecia partia pada łupem gości. W meczu 2:1, a na halę wietrzący swoją szanse przybywa delegacja Serio? monitorować rozwój wypadków, bowiem każde rozstrzygniecie w pięciu setach, jest dla tej ekipy sygnałem, że kończą pierwszą rundę na pierwszym miejscu. Czwarta partia jest jednak kopią pierwszej i drugiej i pomimo, że SMMK raz po raz podrywa się do ataku doprowadzając momentami do wyrównania, to jednak wybudzony na chwilę niedźwiedź ogarnął tylko okiem swoje gawro i chyba jednak stwierdził, że zima jest dalej i poszedł spać dalej. Na nic motywacyjne pokrzykiwania Magdy i Justyny, na nic z iście ojcowskim przejęciem toczone mowy Marcina. Czwartą partię kończy efektowny blok Bartka. Lidersi zatem liderem po rundzie wiosennej, Serio? drugie a SMMK na trzecim miejscu.

Wiosna wydaje się zatem bardzo ciekawa, bo przy takiej małej różnicy punktowej zarówno w pierwszej trójce, jak i w ogóle w grupie pierwszych sześciu zespołów, tabela może jeszcze wywrócić nam się do góry nogami.

Takich emocji właśnie, jak w 11tej kolejce ligowej, życzę sobie i Wam drodzy czytelnicy i fani LASowego grania w kolejnym etapie rozgrywek sezonu 2019/2020.

Leave a Comment