LAS przed czwartą odsłoną ligowego grania – cz.2

Powracamy do wspomnień z minionego sezonu. Dzisiaj kolej na drużyny które zajęły miejsca 4-8 na zakończenie sezonu 2018/2019.

BUZDYGANY. Czwarte miejsce tej ekipy na koniec sezonu, pewnie przed inaugurację wrześniową, każdy by uważał za porażkę (ja w sumie też). Nic dziwnego, w tym nie ma, gdyż po pierwsze w sezonie 2017/18 Maczugi zajęły drugie miejsce w rozgrywkach, a po drugie i co najważniejsze, zespół który w sezon 2018/2019 wchodził z nowym kapitanem Filipem, pomimo dość znacznych absencji w stosunku do zeszłych dwóch lat („Niedźwiedź”, Roma, Jurek którzy zrezygnowali z przyczyn zdrowotnych lub osobistych z grania, czy choćby Maciek który przeszedł do Lidersów), to jednak wzmocnił się naprawdę sporo, bo zarówno Piotrek Dybeł, Alek Ulman i Michał Poradzisz, to grajkowie, którzy powinni robić różnicę w każdym elemencie rzemiosła siatkarskiego. Gdy do tego dodamy Justynę na rozegraniu, to mamy naprawdę obraz drużyny, która powinna wraz z etatowymi Buzdyganami (Magda, Daria, Filip, Robert, Krystian) stworzyć potęgę na nasze ligowe warunki. A jednak coś w tej maszynce nie zagrało. Jakieś wewnętrzne zgrzyty i kontuzje, które dopadły Maczugi spowodowały, że w pewnym momencie wydawało się, że ekipa ta nie dogra do końca sezonu. Jednak akcja ratunkowa, czyli min. powrót Romy sprawiły, że z ekipy która walczyła o granie w drugiej czwórce, nagle odrodziła się ekipa, która awansowała do grupy mistrzowskiej. Przełamaniem dla nich chyba był mecz z Lidersami, który to Buzdygany wygrały 3:2 i dzięki temu min. wyprzedziły TKKF w walce o pierwszą czwórkę. Potem już zaczęły o sobie przypominać straty punktowe z drugiej rundy i chyba też najzwyczajniej brakło trochę sił, aby przegonić Ryśki w tabeli. Zatem w przekroju całego sezonu, to właśnie tą czwartą lokatę należy chyba jednak uznać za sukces tej drużyny. Choć i tak twierdzę, że rozpalone po ubiegłorocznym wicemistrzostwie i poprzez przedsezonowe „zbrojenie” apetyty, zapewne nie zostały w tej drużynie zaspokojone.

go here source JANUSZE. Piąte miejsce tej ekipy na koniec sezonu to chyba jednak było maksimum na co ich było stać w tym sezonie, choć przed każdą kolejką jak mantrę powtarzałem zdanie, że teraz przyjdzie pora na to, aby pokazali na co ich właściwie stać, bo stać ich na naprawdę sporo. Co prawda końcówkę drugiej rundy jak i same playoffy mieli całkiem dobrą, jednak na końcowy sukces trzeba pracować przez cały sezon, a tu zdarzały się Januszom może nawet nie tyle potknięcia, co dziwne przegrane z ekipami, z którymi powinni wygrywać, że już o starciach z czołówką ligową nie wspomnę. Jak już nieraz pisałem (do znudzenia), to ta ekipa (obok SMMK), jako jedna z dwóch najmłodszych drużyn,  jest taką naszą przyszłością ligi. Dziewczyny i chłopaki z Pcimia mają spore umiejętności indywidualne, jak i fajny pomysł na drużynowe granie, a co więcej, to zapał i chęć do grania wprost w nich kipi i można by nimi obdzielić kilka innych zespołów. Wciąż jednak pokutuje u nich „falująca” forma, bowiem mecze świetne, przeplatają bezbarwnymi. Raz potrafią urwać punkty Smykom, walcząc z nimi jak równy z równym, a raz doznać porażki z niżej notowanym rywalem. Dlatego tez miejsce „ponad połową” stawki ligowej, jest chyba adekwatne do ich postawy w całym sezonie, choć ja nadal czekam na więcej z ich strony.

see url UKLEJNA miejsce szóste przyjęła raczej z dużą dozą niedosytu, nie mówiąc już że piąta lokata wymknęła się im z rąk w dosłownie ostatniej kolejce. I ja też mam odczucia, że po pierwsze to ambicje i możliwości tej ekipy są dużo większe niż ta szósta pozycja, a po drugie, to od tak uznanej marki na naszym podwórku jak TKKF, należy wymagać więcej. Zespół ten w stosunku do poprzedniego sezonu zasiliły nowe twarze: Justyna, Kamila, Sebastian, Bartek (Karramba), co w połączeniu z etatowymi graczami tej drużyny, stawiało ich w gronie faworytów do zajęcia miejsca na podium tegorocznej ligi. No cóż – znowu można by rzec, że nie wyszło, choć tak naprawdę, to dość pechowo odpadli w przedbiegach, bo do awansu do grupy drużyn, gdzie miała toczyć się w playoffach walka o miejsca 1-4, mięli tylko mały kroczek. To ich „ocieranie” się o podium zatem trwa trzeci sezon, bo zawsze są dosłownie o włos od sukcesu. Ale taki jest sport, że choć może się jest faworytem w danym spotkaniu, to jednak często rywal w danym dniu gra mecz życia i czasem pozostaje tylko przełknąć gorycz porażki. Swoja drogą, to zespół ten ma naprawdę wszystko, aby regularnie wygrywać, zatem co jest powodem tego, że maszynka ta zacina się w dziwnych momentach w trakcie sezonu? (p.s. – Przypomina mi to stereotypowe podejście do samochodów Alfa Romeo – piękne, wspaniałe, szybkie i solidne, ale zawsze coś tam musi się zepsuć i to w najmniej oczekiwanym momencie).

CZWARTKI. Ta utytułowana ekipa przeżywała w tym sezonie „męski” kryzys. Żeńska część tej drużyny to siła sama w sobie (Ela. Ania, Marta, Agnieszka i Ola) i każdy team może im zazdrościć takiego zestawienia dziewczyn. Dlatego to, ze znaleźli się tak nisko w tabeli, w moim odczuciu spowodowane było brakiem w tej ekipie zmienników dla mocno eksploatowanej męskiej części drużyny, czyli Pawła, Michała, Wojtka i potem dla zakontraktowanego w tzw. „międzyczasie” Przemka. Kontuzje Leszka i Hudego, a także Krystiana, rozwaliły zapewne plan Pani kapitan i od połowy sezonu, można by rzec łatali dziury w składzie jak tylko mogli, by dograć sezon do końca. Najlepsze jest jednak to, że to łatanie całkiem nieźle im nawet wychodziło, bo w kilku meczach zagrali siatkówkę z górnej półki, wybijając z głowy faworyzowanym rywalom sny o zwycięstwie. Czwartki przed tym sezonem zapewne stawiały sobie jako główny cel obronę Pucharu Ligi, oraz zajęcie jak najwyższego miejsca w tabeli ligowej. I wcale tu się nie dziwię, gdyż wicemistrz sezonu 2016/2017, a także zdobywca Pucharu Ligi 2016/17 i 2017/18, powinien stawiać sobie najwyższe cele. Liga dość szybko zaczęła im uciekać, zatem pozostał Puchar Ligi. Jednak tym razem na drodze do zdobycia Pucharu Ligi stanęli im (tym razem skutecznie) Lidersi i pierwsza porażka Dinozaurów w tych rozgrywkach stała się faktem, a co za tym idzie plan obrony tego trofeum legnął w gruzach. Zatem nie udało się im po raz trzeci zdobyć Pucharu Ligi (a szkoda, bo to pokaźne trofeum trafiło by do nich na zawsze), a siódme miejsce w Lidze też chyba nie jest tym, o którym marzyli przed rozpoczęciem sezonu.

Ósme miejsce w tym sezonie zajął drugi beniaminek czyli SERIO?. Ta ekipa była beniaminkiem z prawdziwego zdarzenia (choć nie brak w zespole Krzyśka osób mających spore doświadczenie z obcowania czynnego z siatkówką), bowiem do tej pory na parkietach LASu, mogliśmy oglądać tylko jednego zawodnika Serio?, a dokładniej mówiąc zawodniczkę, czyli Agatę (poprzednio Drink Team). Po pierwszych meczach pozwoliłem sobie na stwierdzenie, że będą musieli przejść prawdziwą „unitarkę”, zanim zaczną wygrywać. Okazało się to stwierdzenie prawdziwym fatum dla nich i ciągnęło się dość długo za nimi. Ekipa ta jednak robiąc cierpliwie swoje ogrywała się w nowym składzie i powoli rozkręcała w trakcie sezonu wchodząc w końcu na właściwe sobie tory. Ale jak już to uczynili, to było to prawdziwe „wejście smoka”- zwycięstwo z mocnym TKKFem. Potem już poszło z górki i tak po prawdzie, gdyby uczynili to odrobinę wcześniej (to „wejście smoka”), to pewnie ich miejsce byłoby na koniec sezonu dużo wyższe niż zajęte ósme. Konsekwentna gra w dalszej części drugiej odsłony sezonu, pozwoliła im wyprzedzić Wyborowych, a kolejne zwycięstwa z zespołami wyżej od nich notowanymi na myślenickiej giełdzie siatkarskiej sprawiły, że naprawdę niewiele im zabrakło, by wspiąć się w tabeli jeszcze wyżej niż ta ósma lokata. Dla tej ekipy ten pierwszy sezon był dobrym przetarciem przed miejmy nadzieję kolejnym, a poczynione w jego trakcie wzmocnienia (Krzysiek grający swego czasu ALPSPM w 40-latkach z Wiśniowej) + zapewne kolejne, nad którymi zapewne duma już kapitan tej drużyny, pozwolą im realnie myśleć o kolejnym i to jeszcze lepszym sezonie na parkietach LASu (P.S. – cieszy fakt, że wraz z nową ekipą przyszło do nas spore grono nowych osób, bo sam rozrost grona LASowego to już wartość dodana sama w sobie, a jeszcze gdy z ilością idzie jakość, jak w tym przypadku, to nic tylko przyklaskiwać takim działaniom).

c.d.n.

(hr)

Leave a Comment

You must be logged in to post a comment.